• facebook
  • rss
  • Komunia od świętego

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 23/2014

    dodane 05.06.2014 00:00

    Mimo upływu lat Władysława Szafarz doskonale go pamięta. – Dzieci instynktownie do niego lgnęły. Miał do nas podejście – wspomina swojego pierwszego katechetę, ks. Karola Wojtyłę.

    Dom państwa Szafarzów leży na skraju Trzebcza, wsi niedaleko Polkowic. To jedna z tych wiosek, które po wojnie sukcesywnie zasiedlali ekspatrianci ze wschodu. Później przyjeżdżali tu także mieszkańcy innych rejonów Polski, gdzie trudno już było o murowany dom na życiowy start.

    Pani Władysława, urodzona w Małopolsce, niedaleko stąd poznała sw ojego męża. I została Dolnoślązaczką. Do Guzic, a potem do nieodległego Trzebcza przywiozła z rodzinnej Niegowici pamiątkę swojej Pierwszej Komunii Świętej, z datą 16 maja 1948 roku. Oprawiona w porządną ramkę, pod szkłem ma obrazek. Na nim para młodych ludzi klęczy w kościele przed Chrystusem. Poniżej podpis: „ks. Karol Wojtyła”. – Tę pamiątkę zawsze miałam przy sobie – mówi Władysława Szafarz, z domu Konieczna.

    – Przypomina mi najlepszego księdza, jakiego w życiu spotkałam – mówi. Rocznik pani Władysławy był pierwszym, który ks. Karol Wojtyła przygotowywał w Niegowici do Pierwszej Komunii . – Pierwszym i przedostatnim, bo zaraz po dwóch latach wyjechał od nas. Zdaje się, że do Rzymu… – zawieszony głos pani Władysławy wskazuje, że tego nie jest całkowicie pewna. Resztę spotkań z przyszłym papieżem i świętym pamięta, jakby to było wczoraj. – Był tak zdolny, że mimo młodego wieku wszędzie go wysyłali – zapewnia.

    Pamięta dobrze pierwszy kontakt z młodym wikarym. Padają przymiotniki: ciepły, serdeczny, dobry. – Na lekcje religii do szkoły w Nieznanowicach przychodził na piechotę. No chyba że ktoś go furą podwiózł, bo na bryczkę to wtedy nikogo chyba nie było stać. A jak przyszła zima, to nasz kochany Karol Wojtyła tylko pieszo. Do dziś widzę przed oczami tę jego sutannę do kolan całą w śniegu. Zimy u nas były srogie, ale on nigdy nie odpuścił – wspomina. Młody ksiądz szybko zdobył sympatię i szacunek ludzi. – Ta świętość biła od niego od początku – zapewnia pani Władysława. Pamięta dobrze jego „chodzenie po kolędzie”. – Jak tylko coś tam od ludzi dostał, to w innym domu, gdzie się nie przelewało, zostawiał.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół