• facebook
  • rss
  • Ożywianie sieci

    dodane 05.06.2014 00:00

    Polskie Linie Kolejowe i PKP stale zamykają nierentowne linie i likwidują infrastrukturę nieczynnych połączeń. Kres temu chce położyć Urząd Marszałkowski.

    Samorząd województwa chce przejąć od dotychczasowych właścicieli linie, którym grozi zamknięcie. Tak jest np. w przypadku połączenia do Karpacza, dokąd ostatni pociąg przyjechał 15 lat temu. Polskie Linie Kolejowe miały w planach zupełną likwidację nieczynnego torowiska. Samorząd chciał w tym miejscu wybudować ścieżkę dla rowerów.

    Wojciech Zdanowski, dyrektor w Departamencie Infrastruktury Urzędu Marszałkowskiego, potwierdza, że od jakiegoś czasu trwają wstępne rozmowy z PKP na temat tej i innych linii. – Dotyczą one przejęcia i rewitalizacji tych linii kolejowych, które mają istotne znaczenie dla systemu transportowego województwa – powiedział Zdanowski. Na taką współpracę jest gotowa także druga strona, czyli PKP. Jednak narodowy przewoźnik kolejowy musi liczyć się również ze zdaniem zarządu PLK oraz Ministerstwa Infrastruktury. To jednak – jak zapewnia Bartłomiej Sarna, rzecznik prasowy grupy PKP – kwestia formalna, której uregulowanie nie powinno zabrać więcej jak kilka miesięcy. Na przejęcie przez Urząd Marszałkowski czeka m.in. linia z Lwówka Śląskiego przez Złotoryję do Legnicy, połączenie z Rokitek do Chojnowa, z Gryfowa Śląskiego do Świeradowa-Zdroju oraz ze Złotoryi przez Jerzmanice-Zdrój do Marciszowa. Skąd samorząd województwa ma na to pieniądze? Z Regionalnego Programu Operacyjnego na inwestycje kolejowe i zakup taboru można otrzymać w sumie 650 mln zł. Zdaniem Wojciecha Zdanowskiego to wystarczy na rewitalizację przejętych linii i nowe składy, bo pieniędzy jest więcej niż w latach 2007–2013. Wtedy nie udało się wyremontować ani jednej linii kolejowej. Teraz ma być inaczej. – Przy obecnych środkach jest szansa na zrealizowanie większości zadań – uważa. Pierwsze inwestycje Urząd Marszałkowski zamierza rozpocząć już w przyszłym roku. Z planów samorządu wojewódzkiego cieszą się właściciele pensjonatów w Karkonoszach. – Wreszcie będzie można przyjechać do nas wygodnie i o każdej porze roku. Do tej pory niektórzy turyści rezygnowali z pobytów pod Śnieżką, bo albo nie mieli własnych samochodów, albo bali się ryzykować przyjazd zimą, kiedy nie każdy kierowca umie sobie poradzić w górach, a drogi jakie są, każdy widzi – mówi Zbigniew Wesoły, właściciel pensjonatu w Karpaczu. Zadowoleni są też regionaliści i ekolodzy. Ci pierwsi przypominają, że przed wojną Dolny Śląsk był jednym z najbardziej „ukolejowionych” regionów Europy. – Właściwie z każdej wsi można było pojechać w wielki świat koleją. To wszystko zmieniło się po 1989 roku – przypomina Piotr Przyborowski, historyk i regionalista z Jeleniej Góry. Zwraca ponadto uwagę, że samo pojawienie się na dotąd nieuczęszczanych szlakach parowozów mogłoby być osobną atrakcją turystyczną. Taki parowóz kursuje latem na trasie Harrachov–Szklarska Poręba. Z kolei dla ekologów składy kolejowe byłyby dobrą alternatywą dla zatłoczonych w sezonie krętych i wąskich karkonoskich dróg. Nie wszyscy jednak wierzą, że plany Urzędu Marszałkowskiego da się tak szybko zrealizować. – Te szlaki kolejowe miały być już dawno gotowe. Nieraz zapewniali nas o tym samorządowcy. Były nawet na to pieniądze, ale jakoś nic się nie posunęło do przodu. Boję się, że tym razem będzie podobnie – martwi się Zuzanna Ochab, która w młodości codziennie dojeżdżała pociągiem do szkoły. Nawet jeśli samorządowi województwa uda się do 2020 roku przejąć i ożywić kilka linii przejętych od PKP, to będzie to kropla w porównaniu z tym, co będzie jeszcze czekało na uratowanie. W kolejce są bowiem jeszcze połączenia m.in. Lubania z Leśną, Zgorzelca z Zawidowem, Lubania z Lwówkiem Śląskim czy Marciszowa z Kamienną Górą i Strzegomiem.

    Roman Tomczak

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół