• facebook
  • rss
  • Z Bogiem!

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 21/2014

    dodane 22.05.2014 00:00

    Niewiele jest powołań misyjnych z diecezji legnickiej. Dlatego warto pokazywać każde z nich.

    Siostra Monika Nowicka ze Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety rozpoczyna właśnie nowy rozdział swojego życia. Otworzyła go uroczystość w Gnieźnie, podczas której nuncjusz apostolski w Polsce abp Celestino Migliore wręczył krzyże misyjne 35 misjonarzom, którzy przygotowywali się do swojej posługi w Centrum Formacji Misyjnej. Wśród nich znajdowała się s. Monika.

    Zanim jednak doszło do tej chwili, siostra pracowała m.in. w Domu Dziecka w Bolesławcu i na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu. Już wówczas w głowie młodej siostry kłębiły się myśli o innej, bardziej wymagającej formie pracy. – W mojej rodzinnej parafii w Mirsku wikariuszem był ks. Mariusz Godek, który teraz jest misjonarzem. Gdy opowiadał nam na katechezie o marzeniu wyjazdu, to trochę się z niego śmialiśmy. Co prawda sama rzuciłam hasło, że fajnie byłoby pojechać na misję, ale nie myślałam o tym wówczas na poważnie – zdradza s. Monika. Minęło jednak trochę czasu i pojawiła się myśl o wstąpieniu do zakonu.

    – Równolegle z myślami o powołaniu do zakonu zaczęłam marzyć o wyjeździe na misje do Afryki. Przez pewien czas rozpatrywałam nawet wstąpienie do zgromadzenia misyjnego. Odczytywałam jednak znaki i wyszło, że moim miejscem są elżbietanki. Gdy już wstąpiłam do zakonu, jakoś przestałam myśleć o misjach. Czas leciał. W pewnym momencie otrzymałam propozycję pojechania na misję do Kazachstanu. Nie do końca to „czułam”, ale w posłuszeństwie się zgodziłam – opowiada s. Monika.

    Tym samym siostra pochodząca z Mirska w dekanacie Gryfów Śląski miała dołączyć do innych elżbietanek-misjonarek. Co ciekawe, z okolic Mirska pochodzą jeszcze trzy inne siostry z tego zgromadzenia i wszystkie pracują na misjach! To siostra Agnieszka, która jest w Tanzanii, pochodząca z Gryfowa Śląskiego siostra Anna pracuje w Brazylii, a pochodząca ze Lwówka Śląskiego s. Maksymiliana pracuje na Syberii. Jednak nie dane było s. Monice pojechać do Kazachstanu. Choć miała już bilet i wysłała część rzeczy do Azji, z Rzymu zadzwoniła matka generalna. Powiedziała, że s. Monika ma jechać do Ushirombo w Tanzanii, jakieś 150 km na południe od Jeziora Wiktorii. – Siedziałyśmy wówczas z córką. Widziałyśmy, jak zmienia się wyraz jej twarzy, gdy słuchała słów płynących ze słuchawki. Od zawsze ciągnęło ją do Afryki. Już w szkole podstawowej wygrała konkurs wiedzy o Afryce, w liceum angażowała się w zbiórki na rzecz jej mieszkańców. Śmiejemy się z mężem, że na przyszły rok planujemy podróż na rocznicę naszego ślubu właśnie do Tanzanii – opowiada Beata Nowicka, mama s. Moniki, nauczycielka geografii.

    Wiedza i miłość do Afryki to jedno, a rzeczywistość misyjna to drugie. Dlatego potrzebna była wiedza i formacja. Tę siostra Monika otrzymała w Centrum Formacji Misyjnej. Tam misjonarze uczą się intensywnie języków obcych, poznają realia pracy misyjnej. Na koniec otrzymują krzyż misyjny. Dlaczego jest on taki ważny? Ponieważ wręczenie i przyjęcie krzyża to znak miłości Boga do każdego człowieka, a równocześnie znak posłania przez Kościół, by tą miłością dzielić się z ludźmi na całym świecie. Jest znakiem zbawienia, wiary i nadziei, będzie odtąd towarzyszył misjonarzom wszędzie, dokądkolwiek zostaną posłani. Przyjmują go zarówno osoby duchowne, jak i świeckie. To szczególne błogosławieństwo, będzie towarzyszyć misjonarzom w posłudze m.in. w Peru, Urugwaju, Czadzie, Papui-Nowej Gwinei, Ghanie i na Kubie. „Nasza” misjonarka opuści Polskę 28 września. Przed nią jeszcze kurs języka w Irlandii oraz krótki urlop w domu. – Szybko ją odwiedzimy. Już za rok – deklaruje mama s. Moniki.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół