• facebook
  • rss
  • 10 kg (nie)pewności

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 07/2014

    dodane 13.02.2014 00:00

    Romeros czyli pielgrzymi idący do Rzymu na kanonizację Jana Pawła II i Jana XXIII, przeszli w Zgorzelcu przez most graniczny i właśnie opuścili Polskę.

    Pięciu śmiałków w ciągu kilkudziesięciu dni pokona pieszo 1500 km. Idą, by podziękować Bogu za dar świętych papieży. Realizują też pomysł przejścia fragmentu Drogi św. Jakuba w ramach projektu pokonania 9664 km, dokładnie tylu, ile dni liczył pontyfikat papieża Polaka. Przypominają też o haśle ostatniego Adwentu „uBoga Droga”, które odnosiło się do św. Franciszka z Asyżu. W końcu część trasy we Włoszech będzie wiodła Via Francigena, czyli przez Asyż.

    Bakcyl camino

    Wśród niecodziennych wędrowców są osoby z naszej diecezji – Krystyna Zabrodzka z Lubania oraz Edward Czerna z Bolesławca. W grupie znajdują się jeszcze Andrzej Kofluk z Wrocławia oraz Jolanta i Zbigniew Janczakowie z Miłosławia w Wielkopolsce, o których informacje znalazły się już chyba we wszystkich większych polskich mediach. – Chcieliśmy wyjść po cichutku, nic nikomu nie mówiąc. W pewnym momencie ta wielka popularność zaczęła nas to troszkę krępować. Jednak gdy potem szliśmy i ludzie się zatrzymywali, pozdrawiali nas, dawali nam jedzenie, proponowali pomoc, to zaczęliśmy wierzyć, że to nie był przypadek, lecz Boży plan – opowiada Zbigniew Janczak. – Cieszymy się z tej popularności, bo to okazja do promowania idei wędrowania szlakami Jakubowymi – dodaje Jolanta Janczak. Emil Mendyk, prezes stowarzyszenia Przyjaciół Dróg św. Jakuba również się cieszy z promocji Camino. – Dużo przed nami, ale poprzez takie wyprawy temat indywidualnego pielgrzymowania staje się może nie tyle oczywisty, ale na pewno zrozumiały. Do ludzi dociera fakt, że długodystansowi pielgrzymi to nie cudaki, lecz normalni ludzie. Chodzą do pracy, mają rodziny, ale szukają czegoś jeszcze – mówi Emil Mendyk. Pielgrzymi do Rzymu nie są amatorami. To osoby, które już kilka lat temu złapały bakcyla wędrowania po Camino. Małżeństwo Janczaków wytyczało nadwarciański Szlak św. Jakuba. Andrzej Kofluk w 2010 przeszedł już trasę z Wrocławia do hiszpańskiego Santiago de Compostela. Był też pieszo w Rzymie na beatyfikacji Jana Pawła II. Mają więc doświadczenie niejednego odcisku i niejednego różańca zmówionego w drodze. Praktycznie nie mają w Polsce sobie równych w tak długim wędrowaniu. Dlaczego więc „biją” kolejne rekordy? – Na Camino czas nie istnieje. Nie istnieje też odległość. Można przejść setki kilometrów i niczego nie odczuć. Można przejść kilka kroków i poczuć to coś – tłumaczy Andrzej Kofluk – A trzeba nam się ciągle nawracać. Ja przynajmniej muszę… – kończy z uśmiechem.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół