• facebook
  • rss
  • Morderstwo przy ołtarzu


    Janusz Skowroński

    |

    Gość Legnicki 03/2014

    dodane 16.01.2014 00:00

    Ta zbrodnia wstrząsnęła całą Polską. 10 stycznia 1964 roku podczas odprawiania Mszy świętej 
został zamordowany kapłan.

    Młody ks. Józef Górszczyk, pijar, ledwie siedem lat wcześniej na odwrocie swojego obrazka prymicyjnego umieścił sentencję: „Błogosław Boże Tym wszystkim, którzy doprowadzili mnie do ołtarza Twego”. 
Dla ks. Górszczyka ołtarz stał się miejscem śmierci.

    Od dwóch lat pracował w Cieplicach. Przełożeni kilka miesięcy wcześniej skierowali go do Maciejowej, dziś dzielnicy Jeleniej Góry, a wówczas samodzielnej wsi. Był wikariuszem w kościele pw. św. św. Piotra i Pawła, pomagał proboszczowi o. Marcelemu Góralczykowi. Ciepliccy pijarzy mieli pod opieką maciejowski kościół. 
Była 7 rano. Do Mszy ks. Gór-
szczyk wyszedł z czterema młodymi ministrantami, dwaj inni pozostali przy balaskach. W zakrystii modlił się zakrystian, 67-letni zakonnik, inwalida, mający jedną nogę i protezę zamiast drugiej. 
Na Mszy było zaledwie pięć kobiet. Trzy starsze usiadły w pierwszych ławkach, dwie młodsze z tyłu. W prezbiterium, przystrojonym świątecznymi choinkami i bożonarodzeniową szopką, panował półmrok. W trakcie przygotowania darów ofiarnych do księdza podszedł jeden z wiernych.

    Wcześniej wszedł do kościoła w nakryciu głowy, z dwoma teczkami i laską w ręce. Był to 55-letni Piotr Soroka, miejscowy. Ksiądz go nie widział, bo wówczas Mszę św. odprawiano jeszcze tyłem do wiernych. 
Z jednej z teczek Soroka wyjął siekierę i ruszył w kierunku głównego ołtarza. Któryś z ministrantów w ostatniej chwili krzyknął do kapłana, by ten uważał, bo bandyta idzie z siekierą! Padł pierwszy cios. Nie był śmiertelny, choć ranił księdza w głowę. Siekiera częściowo poszła po wzniesionym do góry kielichu. Po twarzy księdza spłynęła krew, opuścił jedynie głowę. Osuwając się, zaczął schodzić za ołtarz, przejściem w prawo. Lewe było zastawione bożonarodzeniową szopką. Za ołtarzem Soroka uderzył księdza kilka razy w plecy. Ostatni cios był w głowę. Siekiera utkwiła w niej. Na tyle głęboko, że Soroka nie mógł jej wyciągnąć i wybiegł przed świątynię. 


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół