• facebook
  • rss
  • Ekumenia na co dzień

    dodane 16.01.2014 00:00

    O ignorancji na temat innych wyznań i codziennym budowaniu ekumenizmu 
z ks. Jerzym Ganselem, proboszczem parafii ewangelicko-augsburskiej w Legnicy,
rozmawia Roman Tomczak.

    Roman Tomczak: Będzie się Ksiądz modlił o jedność chrześcijan?


    Ks. Jerzy Gansel: Oczywiście. Jak co roku spotkamy się po to w legnickiej katedrze. Jestem wdzię-
czny biskupowi legnickiemu za zaproszenie, które co roku otrzymuję.


    Tyko 19 stycznia?


    Cóż, tak to zostało przyjęte, że trzeci tydzień stycznia każdego roku jest przeznaczony na wspólną, ekumeniczną modlitwę o jedność chrześcijan. W ciągu roku też pewnie odbywają się niejedne nabożeństwa o tym charakterze. W ubiegłych latach uczestniczyliśmy w tzw. Asyżu Legnickim, związanym z obchodami wspomnienia św. Franciszka. Modliliśmy się wspólnie o pokój, wolność, wzajemną miłość i szacunek.


    Sądzi Ksiądz, że takie spotkania, okolicznościowe nabożeństwa coś wnoszą w życie Kościołów siostrzanych?


    Z pewnością takie oficjalne spotkania są potrzebne. Uważam jednak, że dużo bardziej potrzebujemy „ekumenii na co dzień”. W takiej prostej, codziennej formie. Kiedy nie tylko księża, ale zwykli ludzie z różnych Kościołów spotykają się w pracy czy na innych płaszczyznach – tutaj ekumenia jest potrzebna najbardziej. Bo dziś, kiedy ludzie zaczynają rozmawiać na temat wiary, to różnie te rozmowy się kończą. Dzieje się tak z wielu powodów, np. dlatego, że nie mamy wystarczającej wiedzy na temat innych wyznań, na temat innych Kościołów. Sam nieraz spotkałem się z taką reakcją: co to w ogóle jest ten Kościół ewangelicki? Myślę, że kilka innych Kościołów – nazwijmy je mniejszościowymi – także może być w ten sposób postrzeganych. Dlatego uważam, że potrzeba nam wspólnego poznawania się. Nie tyle dążenia do jedności chrześcijan w takim sensie, że nagle wszystkie Kościoły chrześcijańskie połączą się w jeden. Myślę, że Chrystusowi nie o to chodziło, żeby tak wyglądała jedność. Historia potoczyła się tak, a nie inaczej. Uważam, że każdy Kościół, każde wyznanie, ma swoje cenne wartości, którymi może wzbogacać inne. Nawzajem możemy dać sobie wiele, a owa jedność przejawia się w miłości, wzajemnym szacunku, pokoju, dążeniu do budowania wspólnej rzeczywistości dookoła siebie.


    Niech pozostaną braćmi i siostrami, ale nie jedną osobą?


    Właśnie. Bo wydaje mi się, że tu nie chodzi o to, żebyśmy zmieniali wyznanie i należeli do jednego, zinstytucjonalizowanego Kościoła. Kościół to przecież społeczność wierzących. A jako chrześcijanie wierzymy przecież w tego samego Boga, wyznajemy te same wartości, które wskazał nam Chrystus, czytamy tę samą Ewangelię i realizujemy to wszystko w naszym życiu. I w ten sposób budujemy jedność chrześcijan.


    Wspomniał Ksiądz, że spotyka się z przejawami niewiedzy na temat Kościoła ewangelickiego. Wydawałoby się, że akurat na Dolnym Śląsku, miejscu, gdzie po wojnie krzyżowały się szlaki ludzi różnych kultur, narodowości i wyznań, nie powinno być takich pytań.


    Rozczaruję pana, ale takie pytania mimo wszystko padają. Ja też nie jestem stąd. Pochodzę z Bielska-Białej i nie chciało mi się na początku wierzyć, że dziś, szczególnie na tych terenach, może mieć miejsce takie postrzeganie Kościoła Ewangelickiego. Zwłaszcza że jeszcze pół wieku temu trzy czwarte Legnicy było wyznania ewangelickiego. A tu – zarzuty, że np. nie jesteśmy Kościołem chrześcijańskim albo że pod progiem mamy zakopaną figurę Maryi i codziennie po niej depczemy. Takie głosy i dzisiaj się zdarzają, ale oczywiście nie można tego uogólniać, bo to spojrzenie mimo wszystko się zmienia, choćby dlatego, że ludzie więcej zaczynają się naszym Kościołem interesować.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół