Nowy Numer 8/2018 Archiwum

Zapisywał nas do Polski

Dla wielu Bukowińczyków, mieszkających na Dolnym Śląsku, proboszcz ze Storożyńca i jednocześnie dziekan czerniowiecki był osobą ważną, jeśli nie najważniejszą. 


Opuścił Bukowinę wraz z ostatnim transportem swoich parafian w kwietniu 1946 roku. Ale przedtem wykonał heroiczną pracę. To dzięki niemu tysiące ludzi, zamiast znaleźć się w syberyjskiej tajdze, wyjechało na Zachód, do Polski. 


W roku 1944 wojna już chyliła się ku końcowi. Po czterech latach wojska radzieckie ponownie wkroczyły na Bukowinę, która do 1940 roku była pod panowaniem rumuńskim. Ksiądz Kukla nie miał złudzeń, że uda się jakoś dogadać z władzą radziecką. Alternatywą były sowiecki kołchoz, utrata świadomości narodowej, a co najgorsze – wiary. Wszedł w skład Państwowego Urzędu Repatriacyjnego w Czerniowcach. Pracę miał trudną, bo należało przekonać do wyjazdu także tych, którzy ze względu na majątki, ziemię i inne nieruchomości wyjeżdżać nie chcieli. Inny problem stanowili Bukowińczycy, którzy byliby skłonni do wyjazdu, ale nie mieli dokumentów potwierdzających polskie pochodzenie. Ksiądz Kukla zaczął więc masowo wystawiać polskie metryki chrztu, załatwiał certyfikaty przynależności, stwierdzające prawo posiadania „swojszczyzny” w polskich gminach.

Często na odwrotnych stronach blankietów… rumuńskich, przystawiając odpowiednią ilość pieczątek.
Wśród radzieckich urzędników tak sporządzona „bumaga” budziła respekt. Ksiądz – przez swój autorytet i zaufanie – wymuszał dopisywanie do kart ewakuacyjnych tzw. trudnych przypadków, choćby osób samotnych. NKWD, dysponujące dokładnym oglądem sytuacji, nie robiło żadnych trudności w sprawie i tolerowało te poczynania. – Całe lata pozostawało to zagadką – potwierdza Jan Guła, prezes Fundacji Bukowińskiej „Bratnia Pomoc” w Lubaniu.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy