• facebook
  • rss
  • Zaniepokojenie i sprzeciw

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 47/2013

    dodane 21.11.2013 00:00

    Miała być kręgosłupem komunikacyjnym zachodniej Polski, gotowym w 2014 roku. Po decyzji ministra transportu Sławomira Nowaka budowę S3 odłożono do lamusa. Ale nowy szef dolnośląskiej PO mówi jasno: nie odpuszczę budowy S3!

    Jeśli patrzeć na niedawne wybory szefa Platformy z punktu widzenia przeciętnego kierowcy, to ich wynik może tylko cieszyć. Zwłaszcza po ostatniej deklaracji Jacka Protasiewicza, nowego przewodniczącego struktur PO na Dolnym Śląsku, który budowę bezkolizyjnego połączenia z Lubawki na północ Polski uważa za swój priorytet. – Będę zabiegał u ministra i premiera, by nie odkładali tego projektu na długie lata, bo jest ważny i kluczowy dla rozwoju południa naszego województwa – powiedział Protasiewicz. Jego niedawny kontrkandydat do fotela szefa dolnośląskiej PO, Grzegorz Schetyna, był mniej entuzjastyczny wobec S3. Nieraz dowodził, że decyzja ministra Nowaka o przesunięciu terminu rozpoczęcia tej inwestycji jest słuszna. „No bo jak budować drogę, która miałaby dochodzić do granicy, a potem nie miała żadnej komunikacji po stronie czeskiej?”. Chodziło o to, że minister transportu zdecydował o przeniesieniu budowy S3 na inny termin w odpowiedzi na niewystarczający poziom przygotowania strony czeskiej, która – jak informowały media – będzie gotowa do tego typu inwestycji nie wcześniej niż w roku 2018. Przypomnijmy, że na fali przedreferendalnej gorączki, mającej na celu pozbawienie Hanny Gronkiewicz-Waltz fotela prezydenta stolicy, minister Nowak zapowiedział czasową rezygnację z S3 na korzyść budowy obwodnicy Warszawy. Tę decyzję zaakceptował wtedy nie tylko Grzegorz Schetyna, ale także jego bliscy współpracownicy, w tym także ci, którzy wcześniej jednoznacznie opowiadali się za koniecznością powstania S3. Piotr Borys, poseł PO z okręgu jeleniogórsko-legnickiego schlebiał oczekiwaniom mieszkańców, promując na przydrożnych billboardach swoją nieprzejednaną postawę wobec konieczności budowy S3. Teraz zarówno Piotr Borys, jak i jego partyjny kolega Robert Kropiwnicki, nie podejmują już tak ochoczo tematu dokończenia polsko-czeskiego szlaku. Billboardy jednak zostały. Broni nie zamierzają natomiast składać mieszkańcy nadgranicznych Lubawki i Kamiennej Góry. Na początku listopada Kamiennogórskie Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych „Razem” chciało w ramach protestu zablokować główną ulicę miasta, tę prowadzącą do Czech. Niestety, społecznikom nie udało się na czas załatwić potrzebnych do tego formalności. Członkowie stowarzyszenia zapowiadają, że akcję na pewno zorganizują. Po co? – Chcemy pokazać, że jesteśmy zdeterminowani. Drogi nie ma i nie wiadomo, kiedy będzie. To po co były te wszystkie obietnice, składane przez kolejne ekipy? – pyta Bartosz Jarmołowicz z Kamiennej Góry. Mieszkańcy chcą do swojej akcji namówić inne miasta, głównie te, obok których miała przechodzić S3. Swoje rozczarowanie decyzją ministra Nowaka wyraził już w specjalnym piśmie samorząd Jawora. „Wyrażam zaniepokojenie i sprzeciw mieszkańców (…) wobec decyzji przesunięcia budowy drogi S3 na odcinku Legnica–Lubawka na czas bliżej nieokreślony. Decyzja ta jest niezrozumiała i budzi sprzeciw społeczny zwłaszcza ze względu na to, że w ramach budowy drogi S3 miały być wykonane obwodnice miast, między innymi Jawora. Inwestycja ta ma ogromny wpływ na kształtowanie środowiska i turystyki w naszym regionie” – napisał Artur Urbański, burmistrz Jawora, do ministra Nowaka. Także firmy, które zainwestowały w kamiennogórskiej Specjalnej Strefie Małej Przedsiębiorczości, na S3 czekają jak na wybawienie z transportowego pata. – Ta droga byłaby dla nas jak tlen – powiedziała niedawno Iwona Krawczyk, prezes strefy. Zarówno wśród samorządowców, jak i ekspertów w dziedzinie transportu i logistyki panuje przekonanie, że to nie Czesi są prawdziwymi sprawcami zastoju na S3. – To jest najpierw wielka polityka i rozgrywki pomiędzy szefami regionów, a dopiero później kwestie przyszłości – uważa Kinga Szewc, doktorantka na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. – Czesi nie raz dali dowód, że z ich strony inwestycje wykonywane w ramach polsko-czeskiej współpracy mogą ruszyć w każdej chwili – uważa. Nowy szef dolnośląskiej PO, Jacek Protasiewicz, zapewnia, że łatwo nie odpuści S3. Dopóki Rada Ministrów nie zatwierdziła projektu zmian, przygotowanego przez Ministerstwo Transportu, wszystko jest możliwe. Jeśli nie w całości, to przynajmniej w części. Rafał Jurkowlaniec, marszałek województwa dolnośląskiego, zaproponował niedawno, aby, nie oglądając się na Czechów, zbudować trasę szybkiego ruchu z Bolkowa do autostrady A4. A jak znajdzie się dofinansowanie z Unii, poprowadzić inwestycję dalej, do Lubawki.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół