• facebook
  • rss
  • Muszę wyczytać księcia z dat

    dodane 18.07.2013 00:00

    O niemieckich kamienicach, polszczyźnie Piastów oraz o przygotowaniach do stworzenia oratorium z Romanem Kołakowskim rozmawia Jędrzej Rams.

    Jędrzej Rams: Dlaczego bierze się Pan za pisanie oratorium o Henryku Pobożnym?

    Roman Kołakowski: – Na pewno dlatego, że jest to fascynujący temat. Dolny Śląsk ze swoimi miastami, np. Jelenią Górą czy Legnicą, ma niejednoznaczną tożsamość kulturową, bo ostatnie tysiąclecie podzieliło historię tych miast na zmienne okresy panowania różnych języków, dynastii i religii. Nasza obecność na Śląsku, na ziemi legnickiej czy w Karkonoszach nie jest zbyt długa, oceniając oczywiście w kontekście wielu wieków. Często zajmuję się takimi tematami, pisząc o Wrocławiu. Swego czasu nawet przylgnęło do mnie określenie „wrocławski bard”. Zawsze interesowałem się skomplikowaną historią tej części Europy i radykalną zmianą, jaka nastąpiła tu w roku 1945. Ktoś stąd odszedł, ktoś tu przyjechał, opuszczając dawne Kresy dawnej Rzeczypospolitej. Wśród moich utworów jest chociażby piosenka ze słowami „Lwów to dla mnie zagranica”. Są w niej też słowa, że „niemieckie domy w polskim Wrocławiu to właśnie moja ojczyzna”. Te słowa w latach 90. XX wieku wzbudziły nawet wielką dyskusję, bo czy wolno mówić o prapolskim Lwowie – „zagranica”? Znam polską historię Leopolis, znam cudownych ludzi wywodzących się z tamtych stron, ale jakkolwiek bym nie myślał ciepło o Lwowie, to jednak, chcąc do niego pojechać, muszę posiadać paszport. A ja się wychowałem w niemieckiej kamienicy i uważam, że z faktami trudno dyskutować. Odkrywanie duchowych korzeni naszych małych ojczyzn jest jeszcze bardziej fascynujące, bo dociera się do rzeczy nieoczywistych dla wszystkich. Nieoczywistych zwłaszcza dla młodego pokolenia. Tutaj postać władcy legnickiego i śląskiego, jakim był Henryk II Pobożny, rzuca zupełnie nowe światło na naszą tożsamość.

    Myśli Pan, że musimy odkrywać te korzenie?

    Stwierdzenie, że musimy, ma podwójne znaczenie. Po pierwsze jest we mnie imperatyw – czuję, iż powinienem to robić. Po drugie „musimy”, bo na co dzień nie zwracamy na to uwagi. Szkoła nie daje nam podstaw. Historia jest spychana na dalszy plan. Boimy się, że powiedzenie prawdy o historii utrudni nam stosunki z jednym czy drugim sąsiadem…

    Myśli Pan, że trzeba mówić np. o polskości naszych ziem? Przecież władze w PRL-u kładły bardzo duży nacisk na ich piastowską historię. Czym różni się ówczesne podkreślanie polskości Dolnego Śląska od tego, do czego Pan nawołuje?

    Jest różnica między historią a propagandą. W PRL-u była propaganda. Ja nie chcę opowiadać o Henryku II jako o człowieku, który walczył o polskość tych ziem, lecz o człowieku, który żył w konkretnych czasach, który potrafił poświęcić dużo dla wyznawanych wartości. O księciu, który, jak dzisiaj się mówi, nie uznawał zgniłych kompromisów.

    Czyli nie chodzi tu o polskość Henryka?

    Nie wszystkie kamienie we Wrocławiu i Legnicy mówią po polsku. Mówią po niemiecku, czesku i w jidysz. Każdy z tych języków ma swoją historię. Musimy odejść od propagandy i wmawiania ludziom, że Henryk II Pobożny mówił nienaganną polszczyzną, a Adam Mickiewicz z tego czerpał. Musimy opowiadać o nim jako o człowieku, władcy, który był związany z konkretną dynastią, musimy uczyć młodzież, że Europa kiedyś wyglądała inaczej, a dzisiejsze pojęcie narodów dawniej nie istniało. Niestety, tych wiadomości nie wynosi się ze szkoły. Sądzę więc, że jest to tym bardziej interesujące wyzwanie dla historyków, artystów i innych poszukiwaczy przygód.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół