• facebook
  • rss
  • Im surmy bojowe nie grają

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 16/2013

    dodane 18.04.2013 00:00

    Historia. To była najkrwawsza bitwa żołnierza polskiego podczas II wojny światowej. Mimo to trudno dziś szukać wyczerpujących opracowań na jej temat.

    W PRL o szlaku bojowym II Armii Wojska Polskiego mówiło się mało i wyjątkowo oszczędnie. Nic dziwnego, bo nie było się czym chwalić. Sformowana w znacznej mierze z wcielonych pod przymusem małorolnych chłopów, słabo uzbrojona, niewyszkolona i fatalnie dowodzona armia otrzymała zadanie ponad jej siły – miała osłaniać od południa uderzenie na Berlin całego radzieckiego frontu, dowodzonego przez gen. Rokossowskiego. Żeby wykonać ten rozkaz, trzeba było pokonać potężnie ufortyfikowaną Nysę Łużycką. Nikt nie wie dokładnie, ilu żołnierzy poległo w tej bitwie, bo dane wciąż są niepełne. W części wynika to z niewytłumaczalnej niechęci polskich historyków do nadrobienia zaległości i podjęcia tego tematu po roku 1989. Z tego powodu próżno dziś szukać na ten temat opracowań, relacji, wspomnień. Szkoda. Szkoda tym większa, że ten epizod dziejów współczesnego oręża polskiego dotyczy regionu nam bardzo bliskiego. We wtorek 16 kwietnia w wielu miejscowościach diecezji legnickiej rozpoczną się uroczystości 68. rocznicy forsowania Nysy Łużyckiej.

    Dyletanci w dowództwie, akowcy w szeregach

    Front Białoruski szedł prosto na Berlin. W jego składzie była I Armia Wojska Polskiego – przyszły zalążek socjalistycznych, polskich sił zbrojnych. Na południe od niej operował 1. Front Ukraiński, dowodzony przez marszałka Iwana Koniewa. W składzie frontu – II Armia Wojska Polskiego, dowodzona przez nieudacznika i dyletanta wojskowego gen. Karola Świerczewskiego. Jak mówi dr Daniel Koreś z Uniwersytetu Wrocławskiego, mało także mówi się o tym, że ogromny odsetek żołnierzy II Armii stanowili byli żołnierze AK, siłą wcieleni na wschodnich terenach II RP. – Miało to swoje konsekwencje w późniejszych walkach. Trudno było wymagać od akowców zaangażowania w walkę w szeregach obcego politycznie wojska, dowodzonego przez radzieckich oficerów. Więc tu słynnych z armii radzieckiej ataków piersią na gniazda karabinów maszynowych raczej nie było – mówi historyk. Zasadniczym celem działań II Armii była osłona lewego skrzydła frontu przed ewentualnym przeciwuderzeniem wojsk niemieckich z południa. – Z wojskowego punktu widzenia nie było to zadanie zbyt trudne – uważa ppłk Adam Madaliński, historyk wojskowości z Żagania. – Dowództwo II Armii zakładało łatwe i szybkie zdobycie Drezna. Nikt jeszcze wtedy nie przewidywał, że niemiecka obrona na Nysie Łużyckiej składa się z trzech linii fortyfikacyjnych oraz że z terenu Czechosłowacji wprost na polskie wojska podąża doskonale uzbrojona, wypoczęta i imponująca liczebnie armia gen. Hermanna von Oppeln-Bronikowskiego – ostatnia szansa Hitlera na odblokowanie Berlina.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół