• facebook
  • rss
  • Hu, hu, ha, nasza zima... zła?

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 15/2013

    dodane 11.04.2013 00:00

    Klimat. Tegoroczna nie jest ani ewenementem, ani dopustem Bożym. – To raczej przesunięcie zimy na wiosnę, sprawa w przyrodzie normalna – uważa Roman Rąpała z Karkonoskiego Parku Narodowego. Potwierdzają to także synoptycy, a nawet budowlańcy i rolnicy.

    Minus pięć w nocy, zero w dzień. Do tego śnieg, wiatr i zachmurzenie. Tak mniej więcej wygląda od kilku miesięcy pogoda w całej diecezji. Niby nic szczególnego, a jednak mamy już połowę kwietnia. W tym czasie rok temu kwitły kwiaty, zieleniły się drzewa, a my chodziliśmy ubrani w lekkie sweterki. Wydaje się, że tym razem nie tylko ludzie, ale i przyroda cierpi na niekończącym się – zdawałoby się – oziębieniu. Czy aby na pewno? Wszystko bowiem wskazuje na to, że zarówno ci, którzy na zimie i zimnie zarabiają, jak i ci, którzy na wiosnę czekają jak na zbawienie, wcale nie przejmują się aurą. Jak to możliwe?

    My się zimy (nie) boimy

    Marek Świątek uprawia ponad 100 hektarów, głównie na polach pod Nieszczycami w gminie Rudna. Na tych gruntach rosną krzaki owocowe. Wydawałoby się, że wszyscy uprawiający ziemię boją się późnej wegetacji, mrozów i nie chcącej odejść zimy. Jest jednak inaczej. – Krzaki i drzewa nie boją się mrozów ani śniegu – ucina spekulacje pan Marek. – Ja sadzę prawie wyłącznie porzeczki i maliny. Dla nich zima nie ma znaczenia. No, chyba, żeby przymroziło w maju, kiedy ruszy wegetacja. Teraz to one jeszcze mogą pospać. Jak zrobi się ciepło, wszystko nadrobią – zapewnia rolnik. Nawet kilka ciepłych dni na początku marca nie spędza snu z powiek sadownikom. To za mało, żeby rozbudzić rośliny do życia. Na terenie diecezji legnickiej jest co najmniej kilkuset sadowników pracujących na podobnym co pan Marek areale. Żaden nie boi się o swoje plony. Co innego ci, którzy postawili na zboża. Ci mają prawdziwy problem. Na 60 ha pod Orskiem nad Odrą gospodaruje Jakub Permek. Ma zgryz, bo już miesiąc temu miał posiać na swoich polach zboża jare. Nic z tego. Nie posadził ani ziarenka. – Będą straty. Aż boję się myśleć – mówi i załamuje ręce. – Wszędzie tylko śnieg i lód. O tej porze ziemia powinna być już nagrzana, gotowa do przyjęcia ziarna. A ja, nawet jak śnieg zniknie, nie wiem, czy będę mógł orać, bo orka ściągnie wodę z ziemi. Opóźnienie w wegetacji to jedno, a susza drugie. Jak sobie z tym poradzić? – pyta. Na razie zamiast orki będzie tzw. talerzowanie, wtedy przynajmniej woda nie zejdzie z pola. Tak czy inaczej z kukurydzy, owsa i jęczmienia raczej nic w tym roku nie będzie. Martwią się rolnicy, później martwić się będą piekarze, a na końcu – każdy z nas.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół