• facebook
  • rss
  • Kącik dla kombatanta

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 09/2013

    dodane 28.02.2013 00:00

    Ta sprawa pokazuje, że moralność i literę prawa dzieli bardzo cienka granica.

    Na spotkanie z Marią Kisielewską-Podrez, szefową legnickiego koła Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów, umówiłem się w siedzibie związku. Gdy wchodziłem na pierwsze piętro oficyny przy ul. Zielonej 13, pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to zużyte linoleum na podłodze, skrzypiąca podłoga i wiekowe meble stojące tu i ówdzie. Na piętrze wzrok przykuwają kolorowe tabliczki oznaczające siedziby różnych organizacji pozarządowych, głównie kombatanckich. Tu swoje miejsce znalazły biura m.in. Związku Byłych Żołnierzy Armii Krajowej, Stowarzyszenia Byłych Robotników Przymusowych III Rzeszy, stowarzyszenia miłośników różnych regionów Kresów Wschodnich.

    Śmierć trzebi szeregi

    Na samym końcu ciasnego korytarza można odnaleźć pokój, w którym spotykają się członkowie legnickiego koła Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów. Niewielkie pomieszczenie dzielą z miłośnikami ziemi wileńskiej. W pokoju jest ciemnawo, nie pali się żadna lampa. – To z oszczędności. Nie używamy też prawie czajnika elektrycznego. Nie mamy po prostu pieniędzy na takie luksusy. Na dwa miesiące zużywamy maksymalnie dwie kilowatogodziny prądu, ale i tak abonament kosztuje 30 zł. Dla nas to spory wydatek – mówi Maria Kisielewska-Podrez. Związek utrzymuje się ze składek swoich członków. A ci są coraz starsi, już teraz średnia wieku to 82 lata. Nic dziwnego, że z roku na rok ubywa członków związku. Obecnie w kole obejmującym obszar byłego województwa legnickiego jest ich zaledwie 50. To ostatnie pokolenie osób, które swoim życiem i wspomnieniami świadczy o nieludzkim planie eksterminacji narodu polskiego przez hitlerowskie Niemcy. – Kiedy umrze ostatni członek związku, ten automatycznie przestanie istnieć. Dojdzie po prostu do samorozwiązania – podkreśla kobieta.

    Rada na pomoc

    Od 1996 roku związek wynajmuje pomieszczenie w kamienicy przy ul. Zielonej. Okazuje się jednak, że z upływem lat przybywa zwyczajowych problemów. Jednym z nich jest czynsz, jaki trzeba płacić za wynajmowany lokal. Czynsz może i symboliczny, lecz na możliwości związku oraz Towarzystwa Miłośników Wilna i tak za wysoki. Rocznie to 1600 zł, co stanowi aż 75 proc. połączonych budżetów obu organizacji! – Wielu członków związku jest już w bardzo podeszłym wieku, dostają groszowe emerytury, nierzadko są przykuci do łóżek. Jak ja mam od nich wołać jeszcze o pieniądze na składkę? Albo jak mam organizować spotkania wymagane statutem? – pyta retorycznie Maria Kisielewska-Podrez. Dlatego już dwa razy związek prosił miejskich urzędników o zmianę formy prawnej korzystania z lokalu na użyczenie. Niestety, dwa razy pismo wracało z urzędu miasta z odmową takiej zamiany. Według argumentów władz miejskich użyczenie lokalu byłoby możliwe tylko dla grup bez osobowości prawnej. A związek działa na podstawie ustawy o stowarzyszeniach. W akcie desperacji członkowie związku postanowili zwrócić się o wsparcie radnych. Pojawili się na lutowej sesji Rady Miasta i poprosili o pomoc w przetrwaniu. Radni obiecali zająć się tą sprawą na najbliższej sesji, pod koniec marca. – My, ludzie starsi, o wiele bardziej przeżywamy radości i porażki. Co by się stało z tymi ludźmi, gdyby nagle zniknęło miejsce ich spotkań, dokąd mogli przyjść po pomoc albo chociaż porozmawiać z kimś znajomym? Myślę, że wielu poczułoby się wręcz skreślonych przez życie, nikomu niepotrzebnych. Tak myślą osoby starsze – mówi Maria Kisielewska-Podrez.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół