• facebook
  • rss
  • Teatr na opamiętanie

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 51-52/2012

    dodane 20.12.2012 00:00

    Teatr „Na końcu świata” podjął się zadania niewdzięcznego, ale bardzo potrzebnego. – Nasz repertuar wyśmiewa ludzkie słabości, ale i zwraca uwagę na rzeczy najważniejsze: rodzinę i Kościół – mówi założycielka grupy.

    Przedstawienie „Niech ci w duszy anieli grają” było ostatnim, jakie w tym roku można było zobaczyć w wykonaniu amatorskiej grupy teatralnej z Nieszczyc, w parafii Rudna. Ale kto nie zdążył jeszcze zapoznać się z repertuarem i charakterem teatru, na pewno zdąży nadrobić to zaniedbanie, bo grupa ma się dobrze, a plan pracy na przyszły rok już jest gotowy.

    Żadne święto kościelne w Nieszczycach nie może się obejść bez udziału „Na końcu świata”. Ks. Leszek Kowalski, proboszcz z Chobieni uważa, że ich repertuar to taki drugi kalendarz liturgiczny. I rzeczywiście, czy to Wielkanoc czy Boże Narodzenie, sala Wiejskiego Domu Kultury w Nieszczycach pęka w szwach. Jednym z miłośników tego amatorskiego teatru jest bp Marek Mendyk, który do tej pory obejrzał co najmniej kilka przedstawień grupy.

    Tym razem amatorski zespół pokazał cztery scenki, nawiązujące do Bożego Narodzenia. Była więc opowieść o skąpcu, o niewdzięcznych dzieciach, o nadziei oraz o radości żebraczej. Założony przed 10 laty teatr wyróżnia się spośród innych tym, że tutaj na scenie pojawiają się całe rodziny. Łucja Peregrym, która przed dekadą założyła tę grupę i która dziś mówi o niej „moje dziecko”, zapewnia, że jakkolwiek liczba należących do niej osób nie jest stała, to jednak nigdy nie brakowało chętnych, żeby spróbować się ze sceniczną interpretacją tekstu.

    Obecnie grupa liczy ok. 30 osób, co – wziąwszy pod uwagę dobrowolny charakter zajęć – robi wrażenie. – Zaczęliśmy działać, kiedy ludziom bardziej „się chciało” – przyznaje Łucja Peregrym. – To było nasze szczęście, bo teraz pewnie byłoby trudniej założyć taki zespół – uważa. Próby zespołu odbywają się nawet dwa razy w tygodniu, jeśli tylko sprawy prywatne i zawodowe pozwalają na to członkom grupy.

    Repertuar teatru określa jego charakter. – Wieś, wieś i jej sprawy – to dominuje – mówi Ł. Peregrym. – Dużo się śmiejemy, proponując publiczności kabarety. Ale także podejmujemy sprawy poważne. Zależy nam np. żeby Kościół nie był atakowany, żeby ludzie zdali sobie sprawę, dokąd ten świat zmierza i do czego doprowadzimy, jeśli się nie opamiętamy – mówi szefowa teatru „Na końcu świata”. Rodzinna atmosfera, fakt, że na próbach i scenie spotykają się krewni, sąsiedzi i przyjaciele sprawia, że członkowie zespołu są spokojni o jego przyszłość. 13-letni Marcel Muzeja z Rudnej mówi, że boi się braku chętnych do grania. – Mnie na przykład do udziału w próbach namówiła nauczycielka w szkole – przypomina sobie. – Nie wahałem się ani chwili. Jedyne pytanie brzmiało: czy grać zgodzi się także mój tato i czy będzie mnie przywoził na próby – śmieje się Marcel.

    Przedstawienie „Niech ci w duszy anieli grają”, wystawione w niedzielę 16 grudnia, wzbogacone było wspólnym śpiewaniem kolęd i słuchaniem wierszy. Uzupełnieniem spotkania był znakomity występ scholi z Grębocic. W spotkaniu, oprócz bp. Marka Mendyka, biskupa pomocniczego diecezji legnickiej oraz ks. Leszka Kowalskiego, dziekana dekanatu Ścinawa, wzięli udział m.in. Sławomir Kondratiuk, proboszcz parafii prawosławnej w Rudnej, Adam Myrda, starosta powiatu lubińskiego oraz Władysław Bigus, wójt gminy Rudna.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół