• facebook
  • rss
  • Wspólnota z mąki i wody

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 50/2012

    dodane 13.12.2012 00:00

    Opłatek, prosfora, pita albo czesnica. Mnogość form dzielenia się wigilijnymi życzeniami jest tak samo różnorodna jak narody zamieszkujące diecezję legnicką.

    Tradycja opłatka pochodzi od pierwszych chrześcijan, którzy dzielili się chlebem na znak wspólnoty. Początkowo ich wypiekiem zajmowali się wyłącznie zakonnicy. Tradycyjne opłatki przygotowuje się z mąki pszennej i wody. Dawniej wypiekano je w formie przytrzymywanej żelaznymi szczypcami, a wyryty w metalu wzór odbijał się na opłatku. T

    en prapolski zwyczaj skrzyżował się na terenie powojennego Dolnego Śląska z obyczajami przyniesionymi tu przez przesiedleńców. Przyjrzeliśmy się, na ile ich obyczaje różnią się od siebie. Bez opłatka nie wyobrażali sobie wigilii Bożego Narodzenia Kresowiacy. Zarówno przed wojną, jak i po niej, kiedy przyszło im żyć po drugiej stronie Bugu, opłatek był bardzo ważnym elementem wigilii. – Żaden chlebek, żaden placek, tylko normalny cieniutki opłatek. Dokładnie taki, jaki znamy dziś – zapewnia Alfred Janicki, prezes oddziału Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich w Węglińcu.

    – Opłatek był znany na całym Podolu, przed świętami roznosili go kościelni albo organiści. Ten opłatek ojciec rodziny kładł później na talerzyku i podczas wigilii kolejno dzielił się nim z domownikami, składając sobie z nimi życzenia. Bo na Kresach wigilia odbywała się u najstarszego w rodzinie. U mnie do dziś tak jest – mówi Alfred Janicki. Zabużanie przez wieki żyli w symbiozie z grekokatolikami – chrześcijanami, wiernymi papieżowi, biskupowi Rzymu.

    – Grekokatolicką wigilię rozpoczyna modlitwa „Otcze nasz”. Po niej przychodzi kolej na podzielenie się prosforą, wschodnią odmianą opłatka. Tak samo jak u katolików, towarzyszą temu składane sobie świąteczne życzenia – wyjaśnia ks. Andrzej Bundzyło. – Prosfora ma kształt małego, okrągłego chlebka. Wypiekana jest z mąki, zakwasu i wody. Najczęściej robi je imościna, czyli żona księdza greckokatolickiego. Może to też zrobić specjalnie wyznaczona do tej czynności kobieta. Na górze prosfory wytłoczony jest symbol krzyża i napis: Isus Christos Peremachajet, czyli Jezus Chrystus zwycięża – wyjaśnia ks. Bundzyło.

    A czy ewangelicy także dzielą się w wigilię opłatkiem? – Ależ oczywiście! – odpowiada bez wahania ks. Jerzy Gensel, duszpasterz parafii ewangelicko-augsburskiej w Legnicy. – Mam wrażenie, że ten zwyczaj jest tak bardzo rozpowszechniony w chrześcijaństwie, a zarazem tak bardzo polski, że to chyba nic dziwnego, że ewangelicy posługują się tą tradycją od wieków – uważa ks. Gensel. Przyznaje jednocześnie, że być może w Kościele luterańskim są takie miejsca i parafie, gdzie nie ma zwyczaju dzielenia się opłatkiem.

    – To nic niezwykłego. Być może też nie wszyscy katolicy na świecie znają ten piękny zwyczaj. Ale nie jestem ekspertem od tych spraw – zastrzega. Legnicka parafia ewangelicko-augsburska co roku zaopatruje się w takie same opłatki jak sąsiednie parafie katolickie. – Być może nawet kupujemy je u tego samego producenta – śmieje się ks. Jerzy Gensel. Nikos Ruskeletos, mieszkający w Zgorzelcu prezes Związku Greków w Polsce, mówi, że jego naród nie przywiązuje takiej wagi do Bożego Narodzenia jak do Wielkanocy. – U nas nie ma wigilii, jest natomiast coś na kształt opłatka. To rodzaj pity, czyli kilkuwarstwowego cieniutkiego ciasta z mąki i wody. Kształt pity zależy od kształtu blachy, jaką gospodyni ma akurat w domu. W cieście ukrywa się pieniążek. W pierwszy lub drugi dzień świąt Bożego Narodzenia pitę dzieli się pomiędzy domowników. Ten, kto dostanie kawałek z pieniążkiem, będzie miał szczęście w nadchodzącym roku – tłumaczy Nikos Ruskeletos.

    Większość Greków mieszkających w Polsce jest wyznania prawosławnego. W Zgorzelcu Grecy mieszkają od kilku pokoleń, pielęgnując swoją tradycję i wiarę. Pierwszych sprowadził tutaj w 1916 r. cesarz Wilhelm II Hohenzollern. Ostatni przybyli nad Nysę Łużycką w 1946 r. Koniec wojny przyniósł także inny exodus, w postaci repatriacji do Polski setek tysięcy Polaków, którzy od XIX w. osiedlali się w byłej Jugosławii. Oprócz dobytku na Dolny Śląsk przywieźli także swoją wiarę i obyczaje. Obecnie nad ich dokumentowaniem pracuje dr Gordana Đurđev-Małkiewicz, wykładowca na Wydziale Serbistyki Uniwersytetu Wrocławskiego.

    – Niektóre rodziny, jakie przyjechały tu po wojnie z Jugosławii, były mieszane – podkreśla badaczka. – Dla katolickich Chorwatów wigilia była bardzo ważnym wydarzeniem liturgicznym. Ale oni nie znają opłatka. Za to prawosławni Serbowie dzielili się podczas wigilii czesnicą, rodzajem placka pszennego, z obowiązkowo schowanym wewnątrz pieniążkiem – spełniał taką samą rolę jak u Greków – wyjaśnia G. Đurđev-Małkiewicz. Bolesławiec i jego okolice do dziś pielęgnują zwyczaje południowosłowiańskie. We wsi Ocice podczas Pasterki kolędy śpiewane są nadal po chorwacku.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół