• facebook
  • rss
  • Byłem opętany

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 48/2012

    dodane 29.11.2012 00:00

    Leszek Korzeniecki był ćpunem, jasnowidzem i okultystą. – Powiedziałem kiedyś demonowi, który mnie opętał, że jeśli Bóg jest sprawiedliwy, to pójdę do piekła – mówił na spotkaniu z mieszkańcami Bolesławca.

    Miał 11 lat, kiedy przestał chodzić do kościoła. Nazywano go wyluzowanym rockandrollowcem. Tego luzu zazdrościli mu koledzy, z którymi na początku lat 90. wchodził w dorosłość. – To był okres wyjątkowo przesiąknięty przez okultyzm. W każdej księgarni można było bez trudu kupić poradniki o wróżbiarstwie, chiromancji, leczeniu niekowencjonalnym – mówił Korzeniecki. – My, młodzi luzacy słuchający nonkonformistycznej muzyki, uważaliśmy, że to może tak samo dawać kopa jak ćpanie, tylko bez skutków ubocznych.

    Po jednej z narkotycznych sesji Korzeniecki „w powietrze” wygłosił prośbę, aby zeszły na niego umiejętności dostępne okultystom. Od tej pory jego świat się zmienił. – Ani ja, ani moi koledzy Pietruch i Harnaś nie byliśmy już sami. Cały czas był z nami ktoś jeszcze, kogo nie widzieliśmy, ale doskonale wyczuwaliśmy – wspomina.

    Stałym towarzyszem Korzenieckiego zaczął być także, jak to wtedy nazywał, pech. – Byłem świadkiem tylu wypadków samochodowych i nieszczęść, jak jeszcze nigdy w życiu. Ludzie zaczynali to wiązać z moją obecnością. Część się odsunęła. Do tego miałem halucynacje jak po ćpaniu. Bez powodu chciałem zabić nożem Pietrucha – wspominał. Psychodeliczne projekcje nie pozwalały mu żyć. Coraz częściej myślał o samobójstwie.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół