• facebook
  • rss
  • Czerwona gwiazda, różowa alternatywa

    Andrzej Felak

    |

    Gość Legnicki 40/2012

    dodane 04.10.2012 00:00

    W wielu polskich miastach trwa publiczna debata o przyszłości sowieckich tanków pozostawionych na pamiątkę po „wyzwolicielach”. Także w Ścinawie rynek zdobi potężny T-34. Ale ten, przynajmniej na razie, jest tu bezpieczny.

    W połowie września radni Wołomina zdecydowali, że czołg zdobiący park miejski zniknie z miejskiego pejzażu. W Lęborku (gdzie stoją dwa ciężkie czołgi IS-2 – jeden w parku, a drugi na terenie jednostki wojskowej) przeciwko „czemuś, co postawiono w 25. rocznicę Ludowego Wojska Polskiego” opowiedziała się spora część mieszkańców. W tym towarzystwie czołg stojący na cokole przed Urzędem Miasta i Gminy w Ścinawie może być raczej spokojny o swoją przyszłość.

    Na razie samorządowcy czy mieszkańcy miasta nie protestowali przeciwko jego istnieniu. – Do tej pory nie było żadnego referendum w tej sprawie – mówi Andrzej Holdenmajer, burmistrz Ścinawy. Jego zdaniem, czołg nie budzi w mieście większych emocji. Przeciwnie – większość mieszkańców go toleruje, część jest przeciwna jego likwidacji. Dla przyjezdnych to atrakcja turystyczna. – Ten czołg to pamiątka po minionych czasach. Legenda mówi, że to pierwszy czołg, który w 1945 r. wjechał do miasta na czele oddziałów, którym po prostu kazano iść „wpieriod” – uważa Holdenmajer.

    Postsowiecki pomnik ma jednak w mieście swoich zdecydowanych przeciwników. Przede wszystkim w środowisku Sybiraków, którzy najbardziej ucierpieli od państwa sowieckiego. Tego samego, którego symbol – czerwona gwiazda, namalowany jest na wieżyczce czołgu. Przeciwny epatowaniu symboliką zbrodniczej armii jest także ks. Bogdan Kaczorowski, proboszcz miejscowej parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, który deklaruje, że poparłby wniosek o przeniesienie czołgu z rynku w inne miejsce. W ub. roku burmistrz Ścinawy rozmawiał o sowieckim czołgu z bp. Stefanem Cichym i bp. Markiem Mendykiem. – Obaj hierarchowie podzielili moje argumenty za tym, aby ta pamiątka po ostatniej wojnie pozostała na swoim miejscu – zapewnia Andrzej Holdenmajer.

    Jednocześnie deklaruje, że w wypadku, gdyby demontażu czołgu lub jego przenosin domagała się większość mieszkańców miasta, urząd uszanuje ich decyzję. – Jak będzie taka potrzeba, to nawet pomalujmy go na różowo – deklaruje z uśmiechem, nawiązując w ten sposób do głośnej sprawy przemalowania czołgu w czeskiej Pradze (1991), a ostatnio w Wołominie (2012). Wszystko wskazuje więc na to, że ścinawski T-34 może stać spokojnie na wysokim cokole w centrum miasta.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół