Nowy numer 16/2018 Archiwum

Na przekór księżycowi

W ciągu czterech godzin 30 osób zebrało 72 kg koźlaków, prawdziwków czy kurek. To ponad 50 kg więcej niż przed rokiem. Węgliniec umocnił pozycję lidera grzybowej stolicy Polski, ale laur zwycięzcy powędrował na Górny Śląsk.

Jeszcze na kilka minut przed startem do zawodów mało kto przewidywał, że padnie rekord. – Dwa dni temu skończyła się pełnia, a wiadomo, że podczas pełni grzyby nie rosną – ostrzegała Izabela Uśpieńska-Domagała, dyrektor Miejsko-Gminnego Centrum Kultury w Węglińcu, głównego organizatora imprezy. Na rekord nie liczył także Wiesław Piechota, nadleśniczy Nadleśnictwa Węgliniec. – Na proces wegetacji grzybów składa się tak wiele czynników, że tylko naprawdę doświadczeni grzybiarze potrafią je przewidzieć – mówił.

Grzybów jednak nie zabrakło. Rekordowy wynik cieszy tym bardziej, że do rywalizacji przystąpiło zdumiewająco mało grzybiarzy. – W ubiegłych latach było nawet o kilkadziesiąt osób więcej. Zbieracze przyjeżdżali z tak odległych zakątków kraju jak Mazury czy Bieszczady – przyznaje Izabela Uśpieńska-Domagała. – W tym roku najwięcej było osób z okolicy. Międzynarodowy charakter mistrzostw uratował zbieracz z Niemiec. Jednak ci, którzy przyjechali, nie zawiedli. Grzybem najczęściej zbieranym był koźlarz babka. Później szły prawdziwki, koźlarze pomarańczowo-żółte, kurki i podgrzybki. Wszystkie posegregowane i obejrzane przez komisję konkursową, której przewodniczyła Elżbieta Fliśnik-Przejczewska z Małopolski. – Każdy koszyk był opatrzony numerem zawodnika, więc nie wiedzieliśmy, do kogo należy – tłumaczy. – Z koszyków eliminowaliśmy grzyby zepsute i niejadalne. Dopiero wtedy następowało ważenie.

 

Tegoroczny laur najlepszego zbieracza grzybów na Starym Kontynencie przypadł Radosławowi Kubiszowi z Czechowic-Dziedzic, który uzbierał ponad 7 kg grzybów. Drugie miejsce zajął ubiegłoroczny wicemistrz Europy, Mariusz Pomorski z Gorzowa Wielkopolskiego. Trzecie miejsce przypadło Tomaszowi Popielewiczowi z Węglińca. Jak podkreśla dyrektor Izabela Uśpieńska-Domagała, europejski tytuł najlepszego grzybiarza jest umowny. – Mistrzostwa nie mają oficjalnego charakteru. To głównie zabawa, a poprzez nią pokazywanie ludziom piękna Borów Dolnośląskich – wyjaśnia. Przyznaje, że zawsze w zbieraniu leśnego runa w Węglińcu prym wiedli Polacy. – To chyba taki nasz narodowy sport – mówi. – Już w nieodległych Niemczech czy Czechach trudno jest spotkać grzybiarzy. Podobnego zdania jest nadleśniczy Wiesław Piechota, który takiego stanu rzeczy upatruje w polskiej mentalności. – Kochamy las, chętnie się tam wybieramy. Dodatkowo jest to miejsce, gdzie zupełnie za darmo można napełnić koszyki specjałami, o jakich się nie śniło mieszkańcom innych części Europy – uważa. Podkreśla jednocześnie, że narodowa miłość do nieskrępowanego wstępu do lasów nie idzie w parze z wiedzą o leśnej faunie i florze. – Ciągle za mało wiemy o lesie. Obecność na mistrzostwach leśników, którzy przywieźli ze sobą materiały informacyjne, ma to zmienić. Tegoroczna edycja mistrzostw odbywających się w ramach Święta Grzybów, trwała dwa dni. Towarzyszyło jej szereg imprez towarzyszących, w tym występ legendarnego zespołu „2+1”, pokazy sztuki rękodzielniczej oraz występy zespołów ludowych. Po raz pierwszy patronat nad Świętem Grzybów objęły Lasy Państwowe.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma