Nowy numer 16/2018 Archiwum

To Polska ich opuściła

O dekadzie działalności, sklerykalizowanej imprezie i potrzebie ocalenia pamięci przodków z ks. dr. Krzysztofem Bojko rozmawia Jędrzej Rams.

Jędrzej Rams: W tym roku będą to już 10. Kresowiana. Spotykamy się 23 września w Białej pod Chojnowem. Każdego roku przyświeca im inny patron – kto w tym roku?

Ks. Krzysztof Bojko: – Zawsze zapraszamy z okazji jakiejś konkretnej rocznicy. Tym razem będziemy wspominać Stanisława Moniuszkę, związanego z Wilnem i Wileńszczyzną, oraz Gabrielę Zapolską, związaną ze Lwowem. Pamiętamy o ich rocznicach śmierci – 120. Moniuszki i 100. Gabrieli Zapolskiej.

Gdy rozpoczynaliście, myśleliście, że po dekadzie przyjdzie wam tworzyć tak dużą imprezę?

– Oj, jasne, że nie myśleliśmy, że to tak się rozrośnie. Nie myśleliśmy też, że będzie aż takie bogactwo kultury, wątków, tematów. Na pierwszej imprezie było około 200 osób, dziś przychodzi kilka tysięcy. Zwiększa się ilość tematów, po raz drugi odbędzie się osobna konferencja naukowa, zwiększa się liczba zaangażowanych osób, instytucji i firm. Jeden raz w roku to nie wystarcza. Większej imprezy już się nie da przygotować. Stąd i chociażby konferencja, jak i powołane przez nas Stowarzyszenie Kresy Przeszłość i Przyszłość.

A tematów Wam nie zabraknie?

– Zawsze są jakieś tematy, które są do wzięcia. Kultura i historia Kresów jest niezwykle bogata. W przyszłym roku przypadają rocznice wielkich wydarzeń. Pierwsza z nich to 150. rocznica nieco zapomnianego Powstania Styczniowego, a druga to 70. rocznica tzw. rzezi wołyńskiej. I mamy pewien problem bogactwa, bo już dzisiaj zastanawiamy się, na co położyć akcent w przyszłym roku. Ponieważ powstanie obejmowało obszar całych Kresów, zaś rzeź niewielki fragment, chyba skupimy się na powstaniu styczniowym. No, ale to dopiero w przyszłym roku…

A czego możemy spodziewać się w tym roku?

– Oczywiście wielu ciekawych spotkań (śmiech). Zawsze zapraszamy Polaków z Kresów. W tym roku przyjedzie młodzież z Wileńszczyzny, z polskiej Szkoły Sztuk Pięknych im. Stanisława Moniuszki. Zaprosiliśmy też bp. Aleksandra Kaszkiewicza z Grodna na Białorusi. Z tymi zaproszeniami było sporo zamieszania. Przez ostatnie lata korzystaliśmy z pomocy finansowej Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie. Ta organizacja była wówczas współfinansowana przez Senat RP, który miał w swoim budżecie zarezerwowane sumy na pomoc Polakom na Wschodzie. Od tego roku te pieniądze rządząca koalicja przesunęła do budżetu Ministerstwa Spraw Zagranicznych. I od razu wszystkie organizacje działające na rzecz Polonii odczuły to, bo MSZ zmniejszyło subwencje na działalność. Musieliśmy szybko szukać pieniędzy gdzie indziej. Ostatecznie wsparła nas Fundacja Polska Miedź i Powiat Legnicki. Nasz ksiądz biskup przekonał się, że warto zapraszać biskupów z Kresów. Gościliśmy już abp. Mieczysława Mokrzyckiego, abp. Tadeusza Kondrusiewicza, bp. Marcjana Trofimiaka. W tym roku przyjedzie do nas bp Aleksander Kaszkiewicz. Przyjedzie nie tylko po to, by wygłosić słowo Boże i spotkać się z nami. Chcemy wraz z jego wizytą zebrać pieniądze na rzecz tej polskiej szkoły z Solecznik oraz Polaków z Grodzieńszczyzny. Oni wykonują tam piękną pracę, ale mają ogromne trudności. To nasze działanie będzie dla nich wsparciem.

Nie boi się Ksiądz, że impreza jest nadmiernie sklerykalizowana?

– Kościół rzymskokatolicki to tożsamość polskości na Ukrainie i Białorusi. I w tym momencie to utożsamienie określa naszą postawę wobec pozostających tam Polaków. Na Litwie jest trudniej, bo Kościół litewski w dużej części jest niechętny Polakom. Ale i tam Polacy mocno trwają przy Kościele. W zamyśle Kresowiana miały być i są imprezą pod płaszczem Kościoła. Dobrym przykładem są zeszłoroczne Kresowiana. Wówczas odbywały się one na dwa tygodnie przed wyborami. Kilku kandydatów urządziło sobie piknik, mając za nic moje prośby o uszanowanie apolityczności spotkania. Dopiero gdy zagroziłem, że ich nazwiska przeczytam od ołtarza w trakcie Mszy św., wycofali się. Kościół jest taką przestrzenią, gdzie każdy ma miejsce. Można mieć swoje poglądy, ale są miejsca i wydarzenia, w których trzeba uszanować apolityczność. Polacy na Kresach są często wykorzystywani przez polityków w doraźnych kampaniach wyborczych. A szkoda, że są tak traktowani. Ci ludzie z Kresów nie wyemigrowali z Polski. To Polska ich opuściła. I opuszcza do tej pory. My mamy obowiązek troszczyć się o nich, pomagać im, wspierać ich w trwaniu w ich kulturze. To nie jest historia epigonów, lecz walka o przyszłość tamtych ziem. Kto ma zrozumieć ludzi tam mieszkających, jeżeli nie ci, którzy stamtąd pochodzą? Nie zrozumieją poznaniacy, górale czy Ślązacy. Możemy to zrobić tylko my, mieszkańcy Dolnego Śląska, pochodzący z Kresów. Coraz więcej osób w wieku 40–50 lat szuka informacji o Kresach. Są to osoby urodzone już w powojennej Polsce i znający tamte ziemie tylko z opowiadań rodziców i dziadków. Dlatego widzimy, że jest potrzeba systematycznego badania tamtej kultury i przechowywania jej dla kolejnych pokoleń. Stąd w zeszłym roku powołaliśmy Stowarzyszenie Kresy Przeszłość i Przyszłość. Było to dobre posunięcie, lecz na teraz efektów spektakularnych nie mamy. Jesteśmy jednak uparci, w końcu pochodzimy z Kresów, i dopniemy swego. Widzimy radość Kresowiaków, którzy na nas liczą. Więc damy radę wybudować pierwsze w Polsce miejsce, dokumentujące to ginące dziedzictwo.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma