• facebook
  • rss
  • Parafia jak Casino Royale

    dodane 05.07.2012 00:00

    Niewinna zabawa czy pranie brudnych pieniędzy, któremu przewodzi miejscowy proboszcz? To zależy z czyjego punktu widzenia popatrzymy na akcje charytatywne.

    Ksiądz Piotr Smoliński, proboszcz parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Świerzawie, nie wierzył własnym uszom. Dwóch panów przedstawiło się jako przedstawiciele Służby Celnej z Legnicy. Przyjechali do niego, bo otrzymali zawiadomienie, że za dwa tygodnie odbędzie się festyn parafialny, a na nim loteria fantowa. – Przyjechali, bo otrzymali donos od kogoś uprzejmego – kwituje ks. Smoliński. – Funkcjonariusze byli bardzo mili, chociaż jednocześnie bardzo stanowczy. Poinstruowali mnie, jakie grożą nam konsekwencje w przypadku niedopełnienia formalności związanych z nowelizacją ustawy o grach losowych – opowiada proboszcz.

    A było czego się obawiać – za niedopełnienie formalności grozi kara ponad 10 tys. zł. – W bieżącym roku tylko Urząd Celny w Wałbrzychu otrzymał 15 zgłoszeń o organizacji małych loterii i przeprowadził dwie kontrole, nie znajdując jednak nieprawidłowości – informuje Arkadiusz Barędziak z Izby Celnej we Wrocławiu. – Gdyby urząd celny uzyskał informację o organizacji nielegalnej loterii, musiałby wysłać kontrolerów do zweryfikowania takiego sygnału – dodaje.

    Tajniacy z cegiełkami

    Cóż więc było robić? Tradycja odpustowych festynów w miasteczku jest długa. Przez wiele lat nawet Dni Świerzawy odbywały się w tym samym czasie co odpust parafialny. Gmina do bogatych zaś nie należy. Bezrobocie jest tutaj 30-procentowe, a nowych inwestycji raczej nie widać. Od kilku lat wspólnota ma do utrzymania nie tylko świątynię parafialną, ale i kościół pomocniczy pw. św. Józefa. Ten stoi w centrum miasteczka i troszkę straszy wyglądem. Ale czemu się dziwić, skoro przez wiele lat służył miejscowym jako magazyn. Nie remontowany popadłby zapewne w ruinę, gdyby nie gotowość parafii do jego uratowania. I tak, pomimo nazywania go przez miejscowych „niemieckim”, kościół odzyskuje powoli swoją funkcję. Ale to wymaga pieniędzy. – Jednorazowy zastrzyk, dajmy na to 15 tys. zł, jakie możemy uzyskać z festynu, jest dla nas ogromną sumą. Zwłaszcza, że właściwie tylko my, parafianie, łożymy na remonty – tłumaczy miejscowy proboszcz. Dlatego, kiedy funkcjonariusze Służby Celnej wyjechali, zaczął myśleć, co zrobić, żeby zabawa się w ogóle odbyła. Naprędce zwołana rada organizatorów festynu, podjęła decyzję m.in. o zmianie sposobu sprzedaży losów na cegiełki, na możliwości wyboru nagród zamiast zdania się na los, obniżeniu wartości fantów, itp. Podobny problem miał dziekan dekanatu Nowogrodziec. – O istnieniu ustawy dowiedzieliśmy się od celników zaledwie kilka dni przed odpustem. Musieliśmy więc zmienić sposób rozprowadzania z losów na cegiełki. Mało tego. Znajomi samorządowcy prosili mnie żebym przedstawił im tę ustawę, ponieważ oni też nie mieli pojęcia o wymogach względem loterii, a wielu sołtysów również organizuje zabawy – opowiada ks. Krzysztof Słabicki. W Nowogrodźcu udało się rozprowadzić 1280 cegiełek za kwotę 6400 zł, w Świerzawie zaś okazało się, że festyn przyniósł o połowę mniejszy dochód niż rok wcześniej.

    Loteria jak jednoręki bandyta

    Pojęcie gier hazardowych (od wejścia w życie ustawy) odnosi się m.in. do loterii fantowych na festynach parafialnych oraz loterii organizowanych w przedszkolach. A przecież dla wielu organizacji pozarządowych to jedyna szansa zdobycia pieniędzy na całoroczną działalność non profit. W kilku państwach zachodniej Europy takie przedsięwzięcia mają swój specjalny status. Prawo pozwala na organizowanie loterii z pulą nagród przekraczającą setki tysięcy euro, z których dochód liczony w milionach euro finansuje później szczytne cele społeczne. O tym, czy organizator kwalifikuje się pod konkretny zapis prawny, decyduje cel, na jaki zbiera pieniądze, a nie wysokość osiąganych przychodów. W polskim prawodawstwie jest na odwrót. I tu jest pies pogrzebany, bo dla wielu parafian zachętą do wzięcia udziału w loterii organizowanej przez parafię nie jest zysk, ale cel, jakim jest wsparcie wspólnoty. W uzasadnieniu projektu ustawy wskazano, że sfera hazardu jest specyficzna, bo prowadzenie takiej działalności przynosi duże zyski, a skłonność do hazardu może przybierać postać uzależnienia. Dlatego priorytetem jest zaprowadzenie pełnej kontroli państwa nad tym zjawiskiem. Mając więc na uwadze powody, które kierowały ustawodawcą, można by odnieść wrażenie, że loterie charytatywne, jako pozbawione wymienionych cech, nie będą podlegały ustawie o grach hazardowych. Jednak ustawodawca uznał, że loterie na odpustach parafialnych są równie groźne i nie do końca pożądane, jak ruletka czy zakłady bukmacherskie.

    Etyka wobec prawa

    Jeżeli parafia chce sprzedawać losy zgodnie z obowiązującą ustawą, musi oszacować najpierw wartość wszystkich fantów. Jeżeli w 2012 roku nie przekracza ona kwoty bazowej, określonej w ustawie jako „przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku, w drugim kwartale roku poprzedniego, ogłoszonego w obwieszczeniu Prezesa GUS”, to należy wysłać tylko zgłoszenie. Jeśli jest wyższa niż kwota bazowa – to należy już wystąpić o zezwolenie. Kwota bazowa w 2012 r. to nieco ponad 3,5 tys. zł. Za taką sumę trudno zorganizować atrakcyjną loterię z telewizorem i rowerami. – Podobno można wystąpić do ofiarodawców o pisemne określenie wartości przekazywanych nam przedmiotów. Dla nich telewizor będzie miał wartość np. 300 zł, chociaż na rynku może być wart około 2 tys. zł. Nie naciskamy na nikogo i nic nie sugerujemy. To nie jest niemoralne, bo mieścimy się w granicach prawa – uważa ks. Smoliński. Jeżeli wartość nagród przekroczy kwotę bazową, organizator loterii musi wystąpić o zezwolenie, a w nim określić m.in.: rodzaj gry, czas i obszar, na którym jest planowana, dokładne wyznaczenie celu, na który przeznacza się dochód z organizowanej loterii określenie planowanej wielkości sprzedaży losów lub kartonów, a nawet gwarancję wypłacalności nagród i projekt regulaminu gry. Nowa ustawa nakłada także na organizatorów loterii, bez względu na wielkość gry, wiele innych obowiązków. Chodzi np. o zabezpieczenie losów przed sfałszowaniem oraz przedwczesnym odczytaniem wyniku. Potrzebne jest także zatwierdzanie regulaminu loterii przez dyrektora izby celnej oraz zatwierdzenie zmian regulaminu, a przy tzw. małej loterii fantowej – ich zgłoszenia. Obowiązki nie kończą się wraz z końcem gry. W ciągu 30 dni od zabawy trzeba zdać w izbie celnej rozliczenie prawidłowego przeprowadzenia całej loterii charytatywnej. – Od chwili wejścia poprawki do ustawy, czyli od 14 sierpnia ubiegłego roku, było dziewięć zgłoszeń małych loterii fantowych do Dyrektora Izby Celnej we Wrocławiu. W tym czasie tutejszy organ nie wydał żadnego zezwolenia na organizowanie dużej loterii fantowej – informuje nas Arkadiusz Barędziak z Izby Celnej we Wrocławiu.

    Najpierw nagrody, potem remonty

    Smaczku całemu zamieszaniu dodaje obowiązek określony z góry przez ustawodawcę i mówiący, że wartość nagród w loteriach nie może być mniejsza niż 30 proc. wartości losów. Oznacza to, że co najmniej jedna trzecia przychodu musi zostać przeznaczona na nagrody, zamiast np. na remont plebanii czy pomoc choremu dziecku. Na dodatek wartość wygranej nie może być niższa niż wartość kupionego losu. To dziwi, bo biorąc udział w loterii albo aukcji charytatywnej, rzadko interesuje nas wartość nagród, a bardziej symboliczne wynagrodzenie naszej pomocy.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół