• facebook
  • rss
  • Chlebki, piguły i trupiara

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 24/2012

    dodane 14.06.2012 00:00

    Pątnicy pytają czasami członków służb, ile dostają za swoją pracę na pielgrzymce. Odpowiedź jest najczęściej taka sama: pracujemy za „Bóg zapłać”.

    Wkilkusetosobowej grupie pielgrzymów kilkudziesięciu ma sporo dodatkowych zajęć. Tak zwane służby pielgrzymki modlą się, wsłuchują w poszczególne konferencje, ale też nieustannie pracują. Od tego roku służby już formalnie będą tworzyły odrębną grupę o numerze „0”. Jej smycze będą koloru czarnego, a patronem – bł. ks. Jerzy Popiełuszko. Dziś pierwsza część informacji o służbach pielgrzymkowych.

    Porządkowi

    To bardzo niewdzięczna służba. Dlaczego? Bo jeżeli trzeba kogoś okrzyczeć, to porządkowi są pod ręką i to oni – w co wierzy prawie każdy pątnik – są winni każdemu nieszczęściu. No, może poza trzydniowym deszczem. Choć, jakby się dobrze zastanowić… Ale tak na poważnie, to porządkowi głównie odpowiadają za najważniejszą część służbowego życia – przeprowadzenie całej kolumny z punku A do punktu B.

     Oczywiście zaplanowaną wcześniej trasą i w określonym czasie. – Zgłaszamy przejście naszej pielgrzymki odpowiednim instytucjom. Musimy podać, gdzie w danym momencie będzie znajdowała się nasza kolumna. Jest to bardzo ważne i spoczywa na nas duża odpowiedzialność – wyjaśnia ks. Adam Szpotański, kierownik bazy. Wytyczanie trasy rozpoczyna się tuż po zakończeniu poprzedniej pielgrzymki, a prawdziwa praca – już w trakcie marszu. Po dojściu na nocleg nie ma mowy o odpoczynku. Trzeba przejechać trasę na przyszły dzień, rozdzielić posterunki, przydzielić służbę i omówić problemy z całego dnia. Pobudka porządkowych jest zawsze co najmniej godzinę wcześniej niż w przypadku pozostałych pielgrzymów. Aby zostać porządkowym i móc kierować ruchem, trzeba przejść odpowiednie szkolenie oraz zdać egzamin państwowy.

    Gastronomia

    Do tej grupy wliczają się „zimnie napoje”, „ciepłe napoje” oraz „chlebki”. Takie służby ks. Stanisław „Orzech” Orzechowski nazywał na pielgrzymce wrocławskiej „wozidupkami”. – To określenie ma im przypominać, że to „wożenie się” jest po prostu dodatkowym krzyżem, podejmowanym w ramach pielgrzymki. Będąc w aucie, łatwo wymigać się np. od modlitwy różańcowej. Trzeba więc ciągle walczyć z lenistwem – mówi ks. Adam Szpotański. A to „wożenie się”, zwłaszcza gdy jest krótki odcinek i w dodatku wiodący przez las, wcale nie jest łatwe. Aby nie przeszkadzać pielgrzymom, trzeba znaleźć omijający ich leśny dukt i szybko dotrzeć na kolejny postój. Po przyjeździe na nocleg funkcyjni nie idą od razu spać. „Chlebki”, aby zorganizować świeże pieczywo, już na pierwszym postoju muszą ok. drugiej w nocy jechać do piekarni. I tak noc w noc – aż do Częstochowy.

    Medycy

    Pielgrzymka to problemy zdrowotne. Nie ma mocnych na trasie – prędzej czy później każdy odczuwa trud pieszej wędrówki. I tutaj z pomocą przychodzą tzw. piguły, czyli siostry idące w grupie i pomagające przy mniejszych urazach. Kiedy trzeba bardziej skomplikowanej pomocy, w sukurs przychodzą medycy z karetki. I oni nie mają łatwo – służą na każdym postoju, a po przyjeździe na nocleg nie pójdą spać, dopóki nie pomogą ostatniemu potrzebującemu. – Mamy dodatkowy samochód, w którym wozimy zapas leków. A Pogotowiu Ratunkowemu z Legnicy pragnę podziękować za udostępnienie nam ambulansu na czas pielgrzymki – mówi ks. Adam Szpotański.

    Kabelki i „sanepid”

    Każda Eucharystia, nawet ta sprawowana w kościele, potrzebuje dodatkowego nagłośnienia. A co dopiero te w lesie, na polanie czy w polu. Tak samo wspólne apele i konferencje. Kto był na pielgrzymce, zna hasło: „Akumulatory do wymiany na pierwszym postoju!”. Od lat zajmuje się tym ta sama ekipa – pan Bogdan z synami. Tysiąc osób musi czynić bałagan na postoju. Od sprzątania są członkowie tzw. sanepidu. Tylko porządek sprawia, że mieszkańcy chcą nas widzieć i przyjmować rok po roku. W idącej kolumnie niejednemu siły opadają. Na takich czeka jadący z tyłu samochód o wdzięcznej nazwie „trupiara”. Nazwa przerażająca, ale to prawdziwe wybawienie dla tych, którzy osłabną na trasie.

    Liturgia

    Dwóch kleryków dzielnie pokonujących wertepy – tak wygląda przygotowanie każdej Eucharystii. Trzeba znaleźć odpowiednie miejsce, które jest godne sprawowania Mszy świętej. A to np. w środku lasu nie jest łatwym zadaniem. Tak samo, jak przygotowanie kawałka polany na adoracje Najświętszego Sakramentu i godne przetransportowanie Go w to miejsce.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół