• facebook
  • rss
  • Jak chleb z pasztetem

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 21/2012

    dodane 24.05.2012 00:46

    Oni jako ostatni wchodzą na jasnogórskie wały. Twierdzą jednak, że nie ma to żadnego znaczenia. 


    Najmłodszą spośród wszystkich grup naszej pielgrzymki jest „ósemeczka”. Powstała w 2011 r.
Rok wcześniej pielgrzymi z Jawora wędrowali razem z Chojnowem, zaś prochowiczanie tworzyli grupę legnicką. Ta ostatnia była wówczas bardzo liczna, więc zdecydowano o stworzeniu nowej grupy z dekanatów Prochowice oraz Jawor. Jej przewodnikiem został ks. Daniel Zając, wikary z parafii pw. św. Jana Chrzciciela z Prochowic. Wcześniej tę funkcję pełnili w tym rejonie m.in. ks. Mariusz Habiniak oraz ks. Krzysztof Żmigrodzki. 
– Od kiedy jesteśmy nową grupą pielgrzymuje się jakoś inaczej. Może nawet powiem, że lepiej. Pojawiła się taka swoista kwestia odpowiedzialności za tę, już teraz całkowicie naszą, grupę. To miłe uczucie – opowiada Sylwia Lubicz, studentka z Prochowic.

    Od kiedy powstał w naszej diecezji tzw. marsz gwiaździsty, Jawor ruszał „pod prąd” do całej pielgrzymki. Wychodzac z parafii pw. św. Marcina w Jaworze, przez Legnickie Pole docierał pod legnicką katedrę. Tutaj łączył się z pozostałymi pielgrzymkami i szedł w kierunku… Jawora. W ubiegłym roku, już jako odrębna grupa numer 8, udało się wyruszyć z Prochowic do Legnickiego Pola. Tutaj w cieniu sanktuarium św. Jadwigi, „ósemeczka” miała nocleg. Następnego dnia rano, był to 29 dzień lipca, witała pozostałe grupy pielgrzymki legnickiej, które o 7 rano wyruszyły spod katedry i w Legnickim Polu miały mieć Eucharystię. Stąd już wszystkie grupy wędrowały razem ku Jasnej Górze. W tym roku podjęto jednak decyzję, że grupa prochowicko-jaworska wystartuje już spod katedry razem ze wszystkimi. Warto jeszcze raz sięgnąć do historii, ponieważ to przez teren „ósemeczki” wiedzie najkrótszy szlak z Legnicy na Jasną Górę.

    Przez wiele lat w Biernatach pod Prochowicami odprawiana była ostatnia na ternie diecezji legnickiej Eucharystia pielgrzymkowa. W zeszłym roku pod biało-czerwonymi sztandarami wędrowało kilkudziesięciu pielgrzymów. Wielu z nich szlak wiodący ku Jasnej Górze zna od wielu, wielu lat. – Pierwszy raz wysłała mnie mama w pewnej intencji. Było to jeszcze gdy należeliśmy do pielgrzymki wrocławskiej, grubo ponad 20 lat temu. Chodziłam wówczas w grupie o numerze 15. później chyba 20. Wędrowałam kilka lat zanim przyszła przerwa na małżeństwo i dzieci. Przed kilkoma laty postanowiłam znowu zacząć pielgrzymować. I tak trwa to do dzisiaj – opowiada Elżbieta Duda z Golanki Dolnej, wsi położonej pomiędzy Prochowicami a Legnicą. Zmiany grup nie są jednak powodem do zmartwienia. – W naszym przypadku jest to niewielka zmiana. Najważniejsze jest to, że my się tutaj w grupie znamy. Pielgrzymujemy razem od lat.

    Wielu z nas wędrowało razem przed 20 laty, później mieliśmy przerwy na rodziny. Teraz rok po roku coraz więcej z nas wraca do pielgrzymowania. Przyprowadzamy ze sobą swoich bliskich i tak powoli powiększa się ta nasza „pasztetowa” rodzina – śmieje się. Warto powiedzieć, że w pielgrzymce wiele grup ma swoje przydomki. Wśród nich oryginalną jest na pewno nazwa „pasztety” dla osób z Prochowic. W końcu przez wiele lat tutaj był produkowany najsłynniejszy pasztet w Polsce. Grupa jaworska określana jest czasami mianem „chlebków” od nazwy zastępczej miasta, z którego pochodzi – Miasto Chleba. I tak pątnicy śmieją się, że „ósemeczka” jest zgrana, ponieważ Jawor i Prochowice pasują do siebie jak pasztet do chleba. Takie rodzinne pielgrzymowanie można zauważyć również na szlaku. Jest tutaj cały przekrój wiekowy i społeczny. Wśród licznych i rozpoznawalnych osób z grupy jest siostra Józefa. Pierwszy raz przeszła całą trasę mając już przekroczony magiczny wiek 70 lat. – Byłam już 3 razy. Ciężko mi się chodzi, ponieważ mam astmę. ale nie wyobrażam sobie żebym mogła zrezygnować – deklaruje Józefa Parat. Ten rodzinny rys widać również w opiece jaką roztaczają nad pielgrzymami ci, którzy zostają w parafiach. Oprócz modlitwy osoby te potrafią się zmobilizować, żeby od czasu do czasu przywieźć pielgrzymom jedzenie na nocleg. – Mieliśmy tego tak dużo, że obdarowaliśmy też inne grupy na polu namiotowym – śmieje się ks. Daniel Zając. 


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół